Sąd w Niemczech zdecydował o areszcie dla podejrzanych o sabotaż

Niemiecki wymiar sprawiedliwości wydał postanowienie o tymczasowym areszcie wobec dwóch obywateli Turcji, których zatrzymano w związku z pożarem stacji bazowej łączności satelitarnej Starlink w Woli Krobowskiej. Zatrzymania podejrzanych dokonano w Nürtingen w Badenii-Wirtembergii.

Rozstrzygnięcie to zapadło 13 października 2026 roku w oparciu o europejskie nakazy aresztowania, przygotowane przez prokuratorów z mazowieckiego pionu Prokuratury Krajowej. Śledztwo prowadzi mazowiecki wydział Prokuratury Krajowej w kierunku sabotażu i terroryzmu na rzecz obcego wywiadu. Obecnie prowadzone są działania zmierzające do przekazania obu mężczyzn polskim organom ścigania.

Zatrzymani to 34-letni Müslüm T. oraz 38-letni Ümit E., których niemieckie służby ujęły w poniedziałek. O ujęciu sprawców oraz skutecznej współpracy z niemiecką policją wspomniał publicznie premier Donald Tusk, zwracając uwagę na międzynarodowy wymiar śledztwa i kolejne zatrzymania w tej sprawie.

Przebieg zniszczeń i znaczenie węzła łączności

Do pożaru obiektu w Woli Krobowskiej w powiecie grójeckim doszło wieczorem 23 września. Ogień strawił rozdzielnię oraz agregat prądotwórczy zasilający całą jednostkę, choć jak podał oficer prasowy komendanta powiatowego PSP w Grójcu mł. kpt. Michał Maroszek, podczas interwencji strażaków nie odnotowano osób poszkodowanych.

Zniszczony punkt obsługiwany przez firmę Exatel stanowi kluczowy węzeł przesyłowy, pełniący istotną rolę w dostarczaniu internetu przez terytorium Polski dla odbiorców na Ukrainie.

Zarząd spółki Exatel wydał komunikat zapewniający, że infrastruktura nie została trwale zniszczona, a zdarzenie nie wpłynęło na ciągłość oferowanych usług ani na bezpieczeństwo systemów sieciowych.

Kontrowersje wokół działań polskiej policji

Dziennikarze „Rzeczpospolitej” przekazali ustalenia, z których wynika, że główni podejrzani w tej sprawie już 24 września znajdowali się pod nadzorem polskiej policji, jednak funkcjonariusze pozwolili im odejść.

Mężczyźni dotarli do Woli Krobowskiej późnym popołudniem 23 września, co zarejestrowały kamery monitoringu, po czym w nocy doprowadzili do podpalenia i zbiegli do lasu.

Następnego dnia, przebywając około 10 kilometrów od miejsca zdarzenia, zostali wylegitymowani przez lokalnego dzielnicowego, który zainteresował się obecnością cudzoziemców w okolicy. Ponieważ mężczyźni okazali dokumenty uznane przez policjanta za autentyczne, a w tamtym czasie nie posiadał on wiedzy o charakterze podpalenia jako ataku na infrastrukturę, podjął decyzję o ich zwolnieniu.

Formalne śledztwo w sprawie zniszczenia mienia o charakterze terrorystycznym na korzyść obcego wywiadu zainicjowano 25 września. W tym czasie podejrzani zdołali przemieścić się taksówką do Warszawy, a następnie opuścili granice kraju, co ostatecznie doprowadziło do ich zatrzymania na terenie Niemiec.