Tragiczny wypadek podczas akcji gaśniczej
W niedzielę w aragońskiej gminie Las Peñas de Riglos, położonej w prowincji Huesca na północnym wschodzie Hiszpanii, doszło do śmierci żołnierza uczestniczącego w gaszeniu rozległych pożarów lasów i łąk. Informację o tragedii przekazały służby oraz przedstawiciele władz państwowych.
Śmierć wojskowego potwierdził w niedzielnym komunikacie na platformie X premier Hiszpanii Pedro Sánchez. Szef rządu napisał: "Przesyłam całe moje serdeczne wyrazy współczucia i solidarności rodzinie oraz kolegom żołnierza z Wojskowej Jednostki Ratowniczej (UME), który zginął w wypadku podczas gaszenia pożaru w Las Penas de Riglos".
Do zdarzenia doszło w trakcie wypadku samochodowego w pobliżu miejscowości Atarés. W pojeździe znajdowało się czterech żołnierzy, z których jeden zginął na miejscu, a pozostali zostali ranni. Aragońskie służby ratownicze poinformowały, że stan jednego z poszkodowanych żołnierzy jest ciężki, choć jak dotąd nie podano szczegółowych informacji dotyczących bezpośrednich przyczyn wypadku.
Walka z żywiołem i zatrzymanie podejrzanego
Pożar w gminie Las Peñas de Riglos jest obecnie największym pożarem trawiącym obszary leśne i łąki w Hiszpanii. Ogień, który wybuchł w poniedziałek w jednym z kompleksów leśnych w prowincji Huesca, do niedzielnego wieczoru zniszczył już ponad 17,5 tys. ha ziemi.
W akcję gaszenia zaangażowanych jest ponad tysiąc strażaków, których wspierają w działaniach jednostki wojskowe. Służby pozostają w pełnej gotowości, aby opanować rozprzestrzeniający się żywioł i prowadzą działania w trudnych warunkach na rozległym terenie.
Lokalna policja prowadzi dochodzenie w sprawie przyczyn wybuchu ognia. Funkcjonariusze podejrzewają, że pożar został wywołany celowo przez podpalacza, a w związku z tym zdarzeniem zatrzymano 28-letniego mężczyznę.
W tym roku w Hiszpanii wybuchło już 45 dużych pożarów, które strawiły ponad 240 tys. hektarów lasów i nieużytków rolnych, co stanowi obszar ponad sześciokrotnie większy niż łącznie w całym 2025 roku.
Sytuacja pożarowa jest napięta również w innych krajach południowej Europy, w tym w Chorwacji, gdzie w kurorcie Omis ewakuowano ponad tysiąc osób, a wśród poszkodowanych znalazło się czterech Polaków.