Gwałtowne protesty i zniszczenie ratusza w Limoges

W sobotę w całej Francji odbyły się demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia oraz pogarszającej się jakości usług publicznych. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w akcjach wzięło udział około 550 tysięcy osób, natomiast związek zawodowy CGT szacuje frekwencję na 800 tysięcy uczestników.

W Limoges manifestacja przerodziła się w poważne zamieszki, gdy grupa kilkuset agresywnych osób wtargnęła do XIX-wiecznego ratusza i podłożyła ogień. Zabytkowy ratusz w Limoges z XIX wieku został podpalony i uległ niemal całkowitemu zniszczeniu, zawaliła się m.in. wieża i dach, a także dwie trzecie fasady budynku.

Dzika horda celowo podpaliła ten 143-letni budynek, którego dach w znacznej części zawalił się podczas sobotnich protestów

Maurice Barate

Burmistrz Guillaume Guérin oświadczył po zdarzeniu, że płonie zabytek, ale nie Republika, podkreślając, że sprawcy nie zdołali zniszczyć ciągłości służby publicznej.

Starcia z policją i aresztowania w Paryżu

Demonstracje w wielu miastach wymknęły się spod kontroli, a skala przemocy została oceniona przez obserwatorów jako najwyższa od dziesięcioleci. W samym Paryżu oraz innych metropoliach dochodziło do regularnych starć, w trakcie których protestujący rzucali przedmiotami, odpalali fajerwerki, podpalali pojazdy i plądrowali sklepy.

Władze poinformowały, że w skali całego kraju zatrzymano około 1200 osób, z czego 855 ujęto w stolicy, co policja uznała za wynik rekordowy. W wyniku starć rannych zostało około 150 funkcjonariuszy policji i żandarmów, a służby porządkowe musiały użyć gazu łzawiącego oraz armatek wodnych.

Premier Sébastien Lecornu oświadczył, że zamieszki były wymierzone w kluczowe ośrodki władzy, w tym Pałac Elizejski i Zgromadzenie Narodowe. Potępił on przy tym przerażający poziom przemocy, podkreślając determinację rządu w utrzymaniu porządku.

Reagują najwyższe władze państwowe

Premier Sébastien Lecornu obwinił o eskalację przemocy skrajną lewicę i grupy przestępcze, oświadczając, że rząd nie da się zastraszyć osobom usiłującym narzucić swoją agendę polityczną. Podkreślił również, że skala przemocy była wyjątkowa, a fakt, iż liczba poszkodowanych nie była wyższa, stanowił wręcz cud.

Szef resortu sprawiedliwości Gerald Darmanin wskazał na zamieszki o niespotykanej dotąd skali i wezwał prokuratorów do podjęcia zdecydowanych działań prawnych, adekwatnych do poziomu przemocy.

Prezydent Emmanuel Macron potępił akty wandalizmu, zaznaczając w mediach społecznościowych, że we Francji nie ma miejsca dla przemocy, oraz zapowiadając ukaranie wszystkich sprawców ataków na mienie publiczne i prywatne.