Sąd Najwyższy USA, w którym konserwatywni sędziowie posiadają przewagę sześciu do trzech, przychylił się do pilnego wniosku administracji prezydenta Donalda Trumpa. Instytucja wstrzymała wykonanie nakazu sądowego, który wcześniej blokował wdrażanie przepisów dotyczących głosowania korespondencyjnego w 23 stanach rządzonych głównie przez Demokratów. Sąd nie rozstrzygał jednak o zgodności samego dekretu z obowiązującym prawem.
W orzeczeniu podkreślono, że stany nie dysponowały uprawnieniem do kwestionowania przepisów na tym etapie procesu legislacyjnego. Sędziowie wskazali, że sądy federalne analizują ostateczne przepisy, a nie propozycje, dodając, że jeśli regulacje poczty okażą się szkodliwe, stany będą mogły je zaskarżyć w przyszłości. Podpisany w marcu dekret przewiduje utworzenie federalnego rejestru wyborców.
Rozporządzenie nakłada na amerykańską pocztę obowiązek przyjmowania kart do głosowania wyłącznie od osób figurujących na tej liście. Prezydent Trump argumentuje, że system ten uniemożliwi udział w wyborach osobom niebędącym obywatelami USA. Eksperci zauważają jednak, że przypadki głosowania przez osoby nieposiadające obywatelstwa zdarzają się rzadko, a za tego typu przestępstwo grozi surowa kara, w tym deportacja.
Prezydent aktywnie lobbuje za zaostrzeniem przepisów wyborczych, domagając się od Kongresu uchwalenia ustawy Save America Act, która zakłada wymóg potwierdzania obywatelstwa przy rejestracji oraz okazywania dokumentu tożsamości ze zdjęciem. Niejasny pozostaje zakres, w jakim administracja będzie w stanie wdrożyć nowe regulacje przed wyborami zaplanowanymi na 3 listopada. Poczta amerykańska opublikowała niedawno ostateczną wersję przepisów, co skłoniło poszczególne stany do przygotowywania kolejnych pozwów.
Sytuację komplikuje fakt, że w pierwszej połowie sierpnia sąd federalny wydał zakaz egzekwowania przepisów rozporządzenia w skali całego kraju. Mimo publicznej krytyki głosowania pocztowego, sam prezydent Trump niedawno oddał głos tą drogą w prawyborach Partii Republikańskiej na Florydzie.
