Rekordowe zainteresowanie zastrzeganiem numerów PESEL w Białymstoku

Po ujawnionym wycieku danych wrażliwych 19 milionów Polaków z firmy MyDr wzrosło zainteresowanie zastrzeganiem numerów PESEL. Wyraźnie widać to między innymi w Urzędzie Miejskim w Białymstoku, gdzie tylko w ciągu sześciu dni wnioski o zastrzeżenie numeru PESEL złożyło prawie tysiąc osób. To ponad sześciokrotnie więcej niż w miesiącach przed ujawnieniem wycieku danych. Zastrzeżenie numeru PESEL jest jedną z form ochrony przed bezprawnym jego wykorzystaniem na przykład podczas udzielania pożyczek i kredytów.

Najprościej można zastrzec numer poprzez aplikację mObywatel, ale ci, którzy z niej nie korzystają mogą to zrobić za darmo w dowolnym urzędzie gminy. Do wycieku danych doszło w firmie dostarczającej oprogramowanie dla lekarzy i placówek ochrony zdrowia. Może on dotyczyć 18,8 mln osób i ponad 12 tys. placówek medycznych. By sprawdzić, czy nasze dane wyciekły, należy wejść na stronę bezpiecznedane.gov.pl.

Rząd zapowiada zmiany w prawie i zwiększenie odpowiedzialności firm

Po ogromnym wycieku danych z MyDr rząd szykuje zmiany w prawie. Firmy będą ponosić większą odpowiedzialność. W wycieku z firmy MyDr hakerzy wykradli dane około 19 mln Polaków. Wciąż nie wiemy, jakie dokładnie informacje pozyskali, bo są one cały czas analizowane przez policję. Jednak nie zmienia to faktu, że to jeden z najgroźniejszych incydentów cyberbezpieczeństwa w historii. W związku z nim rząd szykuje zmiany w przepisach. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski udzielił wypowiedzi TVN24.

Przyznał w niej, że rząd wyciągnął wnioski z niedawnego wycieku i szykuje zmiany w prawie. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie odpowiedzialności firm, które przetwarzają dane Polaków, ale nie są ich administratorami. W przyszłym tygodniu zaproponujemy konkretne rozwiązania ustawowe dotyczące nowych obowiązków dla tych podmiotów, które wymykają się rozwiązaniom, które zostały wprowadzone jeszcze kilka lat temu - zapowiedział wiceminister.

Wiceszef resortu przyznał też, że nie wie, kiedy wykradzione informacje trafią do serwisu Bezpieczne Dane, aby Polacy mogli je sprawdzić. Z jego słów wynika, że potrzeba na to około 6-8 godzin od momentu ich otrzymania, ale na razie są analizowane przez policję.